Poznaj Hahoe w Korei Południowej — autentyczną wioskę UNESCO, gdzie otwarte drzwi, zaufanie i wspólnota wciąż wyznaczają rytm życia. Odkryj wspólnotę.
Wysokie płoty, zamki w drzwiach i kamery bezpieczeństwa wydają się dziś oczywistością. A jednak w Korei Południowej jest miejsce, gdzie życie płynie według innych zasad. W wiosce Hahoe drzwi wciąż często pozostają niezamknięte, a wejście sąsiada bez zapowiedzi nikogo nie dziwi. To nie rekonstrukcja ani skansen, lecz żywa osada, w której rytm wyznaczają zaufanie i wzajemna pomoc.
Hahoe leży niedaleko miasta Andong, w prowincji Gyeongsang Północny. Wystarczy jedno spojrzenie, by zrozumieć, że to miejsce niezwykłe: płoty pojawiają się rzadko, drzwi często stoją otworem, a nikt nie przejmuje się nieproszonymi gośćmi.
Badacze tradycyjnych koreańskich osad podkreślają, że to coś więcej niż lokalny zwyczaj — to element kultury. Otwarta furtka jest sygnałem, że ludzie nie boją się siebie nawzajem i wolą wybrać zaufanie. Taki prosty gest podtrzymuje sąsiedzką bliskość.
Wioska kształtowała się przed wiekami, w czasach dynastii Joseon. Osiedlił się tu liczny klan Ryu i do dziś większość mieszkańców to jego potomkowie. Funkcjonują jak jedna, rozległa rodzina: znają się, pomagają sobie i dzielą obowiązki wspólnoty.
Uderza przede wszystkim to, jak niewiele Hahoe zmieniło się przez stulecia. Stare domy hanok z dachówkami, wąskie uliczki i tradycyjny rytm życia przetrwały. UNESCO uznało Hahoe za obiekt światowego dziedzictwa — za autentyczność, nie za scenografię.
W Hahoe mieszka około stu osób. Choć z całego świata przyjeżdżają turyści, wioska pozostaje miejscem do życia, a nie dekoracją dla przyjezdnych.
Codzienność to tu przedsięwzięcie zbiorowe: święta, obrzędy i zwykłe rytuały dnia. Wioska do dziś wystawia dawny taniec w maskach — nie jako pokaz, lecz tradycję, która jednoczy mieszkańców. Wierzą, że chroni osadę i przynosi pomyślność.
Ideą przewodnią życia w Hahoe jest konfucjanizm, od wieków ważny w Korei. Zachęca do szacunku, troski o starszych i harmonii. Stąd brak potrzeby barykadowania się płotami — podstawą jest zaufanie.
W przeszłości w takich osadach działały szkoły, w których dzieci uczyły się etykiety, czytania i historii. Do dziś stoi tu zabytkowy pawilon nauki, przypominający o tamtych czasach.
We współczesnym świecie życie z otwartymi drzwiami brzmi ryzykownie. Mieszkańcy Hahoe nie wydają się tym jednak zajęci. Blogerzy podróżniczy zwracają uwagę, że wciąż można zobaczyć kogoś siedzącego w otwartym progu, podczas gdy sąsiedzi wpadają na rozmowę — tak jak przed laty.
Turystów przybywa i to zostawia ślad. A jednak nastrój wioski pozostaje znajomy: spokojny, ufny, ciepły.
Hahoe to więcej niż wioska. To żywe przypomnienie, że zaufanie między ludźmi wciąż jest możliwe. Bez płotów zostaje więcej miejsca na rozmowę, pomoc i bliskość.
To nie będzie dla każdego. Ale Hahoe podpowiada, że zaufanie nie jest słabością — to wybór, który potrafi uprościć życie i uczynić je łagodniejszym.