Poznaj 8 najpiękniejszych miejsc na świecie idealnych na selfie: Wieża Eiffla, Wielki Kanion, Santorini, Burano, Błękitna Laguna, Petra i Park Güell. Sprawdź!
W dzisiejszej kulturze podróżowania selfie stało się naturalną częścią drogi — sposobem na uchwycenie ulotnych chwil i podzielenie się nimi ze znajomymi i obserwującymi. W poszukiwaniu idealnego ujęcia podróżni kierują się w najpiękniejsze zakątki świata, od ikon architektury po surowe cuda natury. Są miejsca, które jakby powstały z myślą o obiektywie. Poniżej — najciekawsze lokalizacje, gdzie niemal każde ujęcie wygląda jak małe dzieło. Od romantyzmu paryskiej Wieży Eiffla po tajemnicę Machu Picchu w Peru — te punkty oferują nie tylko oszałamiające widoki, ale i atmosferę, która dodaje selfie odrobiny magii.

Mało który zabytek jest tak natychmiast rozpoznawalny jak Wieża Eiffla — symbol Paryża i magnes dla każdego, kto trzyma w dłoni aparat czy telefon. Wznosząc się nad miastem, co roku przyciąga miliony gości, z których wielu poluje na to jedno, najważniejsze selfie. Skąd ta niezmienna pozycja na szczycie?
Po pierwsze, sama wieża robi połowę roboty: monumentalne linie, ciężar historii i aura Wystawy Światowej z 1889 roku, gdy zadebiutowała jako popis inżynierii i sztuki. Selfie z tym tłem nie tylko zatrzymuje chwilę — wchodzi w rytm paryskiego romantyzmu i skali miasta.
Po drugie, perspektyw jest mnóstwo, więc dwa ujęcia nie muszą być do siebie podobne. Z poziomu ulicy da się podkreślić jej rozmiar; z tarasów widokowych dostaje się szeroką panoramę Paryża. Po zmroku tysiące świateł zmieniają nastrój w czyste widowisko — wieczorne kadry mają niemal filmową aurę.
Warto pamiętać, że samą wieżę można fotografować swobodnie, ale jej iluminacja jest traktowana jako odrębne dzieło sztuki chronione prawem autorskim. We Francji publikowanie nocnych zdjęć wieży jest zabronione i może grozić karą do pięciu lat więzienia oraz grzywną do 0,5 mln euro.

Wyrzeźbiony przez rzekę Kolorado przez miliony lat, Wielki Kanion to popis natury — ogromny, warstwowy, niekończąco fotogeniczny. Jako sceneria do selfie oferuje dramatyzm, którego nie da się udawać.
Na wejściu uderza skala: ponad 1,6 kilometra głębokości i około 446 kilometrów długości. Ten krajobraz z definicji jest epicki.
Do wyboru są różne punkty. South Rim jest najłatwiej dostępny i najpopularniejszy, a widoki zapierają dech niemal na każdym zakręcie. Spokojniejszy North Rim wcale nie ustępuje, a zdjęcia zyskują bardziej kontemplacyjny ton.
Sekretnym składnikiem jest światło. W ciągu dnia kanion zmienia charakter, ale to wschód i zachód malują skały czerwieniami, pomarańczami i purpurą — momenty, gdy selfie wypadają najbardziej dramatycznie.

Santorini wygląda jak stworzone do obiektywu: bielone mury, niebieskie kopuły i kaldera, która kradnie show.
W Oia słynne kopuły kościołów i krystalicznie białe ściany nadają ton — zachód słońca z ruin starego zamku niezmiennie wygrywa uwagę.
Fira, stolica wyspy, to plątanina wąskich uliczek, białych fasad i bugenwilli. Z tarasu nad kalderą nawet przypadkowe ujęcie wygląda na przemyślane.
Imerovigli dodaje wysokości i dramaturgii: klifowe widoki na kalderę i Morze Egejskie, a do tego błękitno‑kopułowy kościół św. Jerzego. Red Beach, gdzie karminowe klify stykają się z niewiarygodnie błękitną wodą, daje gotowy kontrast do wyrazistych selfie.
Stare wsie, jak Pyrgos i Emporio, z tradycyjną zabudową i wąskimi uliczkami, tworzą fakturowane tła. Nawet stolik w klasycznej tawernie — lokalne dania, dziedziniec, widok — potrafi zagrać pierwszoplanową rolę.
A dla odmiany nastroju winnice łączą degustacje z panoramami pól i morza. Na Santorini niemal każdy zakręt ma gotową kompozycję.

Burano w Lagunie Weneckiej to raj dla miłośników koloru: jaskrawe fasady, ciche kanały i codzienny urok, który na zdjęciach aż iskrzy. Każdy dom ma inny odcień, więc nawet krótki spacer przynosi dziesiątki radosnych kadrów.
Na placu Galuppiego kościół San Martino i lekko przechylona dzwonnica dodają ujęciom figlarnego akcentu. Inny lubiany kąt to most nad kanałem Rio di Ponte Baldun, gdzie odbicia podwajają paletę barw.
Sklepy i pracownie koronczarskie dodają charakteru — selfie w towarzystwie rękodzieła wprowadzają poczucie miejsca. Na skraju wyspy jest też niewielki park z widokiem na lagunę i sąsiednie wysepki.
Gdy wieczorem zapalają się światła, Burano robi się jak z książki z baśni. Oświetlone fasady odbite w kanałach tworzą kadry szczególnie nastrojowe i romantyczne.

Błękitna Laguna na Islandii słynie z mlecznoniebieskich, geotermalnych wód na tle czarnych pól lawowych — kontrastu tak nierealnego, że aparat wprost to kocha.
Gwiazdą jest sama woda. Bogate w minerały baseny świecą odcieniami błękitu, które wybijają się na tle ciemnej skały i białych oparów. Ujęcia robione w samym basenie wyglądają szczególnie efektownie.
Jest też zabawny akcent białej, kremowej maski krzemionkowej, którą można nałożyć na twarz — dobra dla skóry i fotogeniczna. Wieczorem miękkie światło i para podkręcają klimat; nocne selfie wychodzą przytulne, jak ze snu.

Petra to zachwyt wykuty w skale: miasto, którego monumentalne formy wciąż każą zamilknąć. Największe wrażenie robi Skarbiec (Al‑Chazna) — misternie rzeźbiona fasada w różowych klifach. O wczesnym poranku albo późnym popołudniem zdjęcia nabierają wyjątkowej mocy.
Siq — wąski wąwóz z murami sięgającymi do 80 metrów — prowadzi do Skarbca i tworzy filmową scenerię, w której światło bawi się cieniem na zakrętach skalnych ścian. Klasztor (Ad‑Deir), do którego prowadzi podejście po 800 stopniach, nagradza wysiłek skalą i ciszą — to tło, o którym trudno zapomnieć.
Grobowce Królewskie imponują rozmiarem i detalem, a Wysokie Miejsce Ofiar (Al‑Madbah) otwiera szerokie widoki na cały teren — idealne do panoramicznych kadrów. Nawet rzymski amfiteatr wykuty w skale jest mocną sceną dla ujęcia.

Jedno z najsłynniejszych stanowisk archeologicznych Meksyku, Chichen Itza, jest jak skrojone pod mocne zdjęcia: monumentalne ruiny i głęboka historia. W centrum stoi Piramida Kukulkana (El Castillo), zaliczana do Nowych Siedmiu Cudów Świata. Na tle czystego nieba czy o zachodzie słońca selfie zyskują dodatkowy ciężar.
W pobliżu Święta Cenota — niegdyś miejsce składania ofiar — dodaje nuty tajemnicy, a jej zielone krawędzie ładnie oprawiają taflę wody. Wielkie Boisko do Gry w Pelotę, największe w swoim rodzaju, imponuje skalą i reliefami; nawet prosty kąt uchwyci jego powagę.
Świątynia Wojowników, otoczona kolumnami rzeźbionymi na kształt wojowników, daje kadr o mocnej symetrii. Obserwatorium El Caracol dopina naukowy wątek — okrągła wieża wyrastająca spośród ruin od razu wybija się na zdjęciach.
Boisko Pakal Votan to kolejny punkt z ciekawymi elementami architektonicznymi i odrębnym charakterem. A przez cały teren ruiny miasta, obramowane dżunglą i zielonymi polami, tworzą scenę do spaceru — i do selfie, w których czuć upływ czasu.

Park Güell to paleta Gaudíego zamieniona w krajobraz — figlarna, organiczna i nieustannie fotogeniczna. Centrum stanowi szeroki taras z falującą, mozaikową ławką. Selfie stąd aż świecą kolorami.
Przy głównym wejściu nie sposób pominąć słynnej mozaikowej jaszczurki (często nazywanej smokiem). Monumentalne schody prowadzące na taras, z fontannami i geometrią, działają niemal z każdego kąta.
Wystarczy zajrzeć głębiej, by znaleźć kolumnady i galerie przypominające naturalny las: kolumny jak pnie, krzywizny jak żywe. Dom‑Muzeum Gaudíego, w którym architekt mieszkał i pracował, dorzuca do kadru baśniową sylwetę.
A do tego panorama: z Parku Güell widać Barcelonę. W miękkim świetle poranka czy wieczoru selfie z panoramą miasta — i daleką Sagradą Famílią — mają ten niepodrabialny lokalny rys.
Nie przegap pawilonów wejściowych z barwnymi dachami i bajkowymi liniami ani mozaik trencadís pod stopami i na murach. Takie detale, kawałek po kawałku, zamieniają proste kadry w żywe, podszyte sztuką wspomnienia.