13:34 26-11-2025

Najbardziej ekstremalne miejsca świata: od Everestu po Great Blue Hole

Przewodnik po ekstremalnej turystyce: Everest, Czarnobyl, Kamczatka, Amazonia, Droga Śmierci, Dolina Śmierci, Great Blue Hole. Ryzyko, liczby, wskazówki.

By Graeme Maclean - Flickr.com, CC BY 2.0, Link

Podczas gdy wielu podróżnych wyleguje się na plażach, inni świadomie wybierają miejsca, gdzie ryzyko nie jest wadą, lecz częścią planu. Polowanie na wrażenia ocierające się o niebezpieczeństwo stało się nowym rodzajem urlopu. Liczba osób gotowych poświęcić wygodę dla zastrzyku adrenaliny rośnie, a mapa tych tras jest rozległa: od rozpalonych pustyń po lodowe przełęcze, od stref radioaktywnych po podwodne jaskinie.

Everest: szczyt, na którym adrenalina idzie w parze ze śmiercią

Gdy mowa o szczytowym punkcie turystyki ekstremalnej, Everest trafia na pierwsze miejsce nieprzypadkowo. Najwyższy punkt na Ziemi wciąż rozpala ambicje tysięcy wspinaczy, choć droga jest usiana bardzo realnymi zagrożeniami. Choroba wysokościowa, lawiny, nagłe załamania pogody i zatory na wąskich graniac h to element tej wspinaczki. W 2023 r. próbowało go ponad tysiąc osób, około 600 stanęło na wierzchołku, a 12 wspinaczy zginęło. Cena wejścia też jest stroma — średnio około 100 tys. dolarów.

Czarnobyl: turystyka w cieniu katastrofy

Upiorna cisza Strefy Wykluczenia wciąż przyciąga gości z całego świata. Od czasu gdy serial Czarnobyl ponownie skierował światło reflektorów na tragedię, napływ turystów wzrósł: w 2024 r. przyjechało ponad 100 tys. osób, a od 2022 r. frekwencja zwiększyła się o 20%. Organizatorzy podkreślają, że poziom promieniowania na kontrolowanych trasach uważa się za bezpieczny, o ile przestrzega się instrukcji.

Kamczatka: surowa natura na krańcu mapy

Półwysep Kamczatka oferuje zapierające dech krajobrazy, a jednocześnie pozostaje jednym z najtrudniej dostępnych zakątków Rosji. Gejzery, czynne wulkany, niedźwiedzie i niemal całkowity brak zasięgu w większości miejsc — to tutaj norma. Natura jest wspaniała, lecz kapryśna: emisje wulkaniczne, gwałtowne wahania temperatury i lawiny nie należą do rzadkości. Mimo to co sezon przybywają nowi goście, których nie odstraszają ani logistyka, ani ryzyko.

Amazonia: dzika, nieprzewidywalna, nieodparta

Puszcza Amazońska to nie tylko zielony ocean liści, lecz prawdziwa próba wytrzymałości. Trująca fauna, agresywne owady i śmiertelne choroby, takie jak malaria i denga, są tam częścią rzeczywistości. Turyści często muszą w pełni zdać się na wiedzę lokalnych przewodników. Mimo wszystko zainteresowanie rośnie: na 2025 r. prognozuje się 10-procentowy wzrost turystyki.

Droga Śmierci w Boliwii: bez marginesu błędu

Oficjalnie to Droga Yungas, od lat znana po prostu jako Droga Śmierci. Ten wąski, około 60-kilometrowy serpentynowy trakt łączy boliwijską stolicę La Paz z nizinami Yungas. Przez dekady co roku ginęły tu setki osób — od kierowców autobusów po spragnionych wrażeń rowerzystów. Mimo ryzyka od lat 2000. trasa stała się magnesem dla miłośników kolarstwa górskiego.

Dolina Śmierci: skwarny park narodowy

Kalifornijska Dolina Śmierci należy do najgorętszych miejsc na Ziemi. Mimo letnich temperatur sięgających 54°C odwiedza ją każdego roku około 1,5 mln osób. Przyciągają solniska, wydmy i intensywnie wybarwione kaniony. Ale to natura dyktuje reguły — odwodnienie, udar cieplny i awarie samochodów potrafią zamienić wycieczkę w walkę o przetrwanie. Pracownicy parku regularnie ratują odwiedzających, choć czasem pomoc nadchodzi zbyt późno.

Great Blue Hole: przyciąganie głębin

U wybrzeży Belize leży cud natury — Great Blue Hole, jedno z najbardziej pożądanych miejsc nurkowych. W ostatnim roku liczba odwiedzających wzrosła o 25%. Podwodne groty, stalaktyty i krystalicznie czysta woda robią swoje. To jednak nie wycieczka dla debiutantów: silne prądy, niebezpieczne zmiany ciśnienia i ryzyko utraty orientacji potrafią zamienić zanurzenie w ciężką próbę.

Co z tego wynika?

Turystyka ekstremalna dawno wyszła z niszy. Coraz więcej osób jest gotowych ryzykować, by poczuć się naprawdę żywo — na lodowcu, w dżungli czy wśród radioaktywnych ruin. To po części chęć sprawdzenia siebie, po części pogoń za doświadczeniami, których nie znajdzie się w formule all inclusive.

W tym sensie globalna mapa dla łowców adrenaliny coraz bardziej przypomina plan przetrwania. Nie ma tu stref Wi‑Fi ani drinków z parasolką — są inne punkty odniesienia: dech wulkanu, pomruk niedźwiedzia czy łomot przyboju, który potrafi zagłuszyć śmiertelne zagrożenie. A mimo to ludzie wciąż tu wracają.