13:36 24-11-2025

Cykady w Australii: skąd bierze się ten 'deszcz' z drzew

Poznaj zjawisko australijskiego lata: cykady „zraszają” spod koron drzew. W Australii. Skąd biorą się krople, kiedy sezon jest najsilniejszy i czy to groźne?

By The Great Knife - Own work, CC BY-SA 4.0, Link

Wyobraź sobie: spacerujesz zacienioną aleją pod bezchmurnym niebem, gdy nagle na ramiona spadają krople. Zadzierasz głowę — żadnego deszczu, żadnych zraszaczy, żadnych figlarzy. A jednak mokniesz. W Australii wyjaśnienie bywa zaskakująco proste: cykady.

O co tu właściwie chodzi?

Każde australijskie lato rozbrzmiewa ścianą dźwięku, gdy cykady budzą się i zaczynają nieustanny chór. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że te owady potrafią też niechcący „podlać” każdego, kto zbyt długo postoi pod drzewami.

Mieszkańcy niektórych rejonów zauważyli, że w upalne dni stanie pod koroną potrafi skończyć się lekkim, wyraźnym postukiwaniem kropel po głowie. To nie nawadnianie i nie autosugestia. Wilgoć pochodzi od samych cykad.

Dlaczego cykady to robią?

Logika jest prosta: cykady dużo piją. Żywią się sokiem drzewnym, który w większości składa się z wody. By wydobyć niewielką porcję potrzebnych składników, muszą zassać ogromne ilości płynu — a nadmiar wyrzucają. To jak miniaturowe zawory ciśnieniowe, które uwalniają to, czego organizm nie wykorzysta.

Naukowcy zmierzyli nawet impet tego wyrzutu: smukłe strużki potrafią wystrzeliwać z prędkością do 3 metrów na sekundę. Dla stojących na ziemi przypomina to delikatną, ale wyczuwalną mżawkę spadającą z koron.

Zaskoczeni miejscowi — i odrobina humoru

W Sydney i okolicznych dzielnicach ludzie zaczęli zauważać tę osobliwą „kąpiel” pod koniec 2024 roku. Początkowo panowało zdumienie. Jedni podejrzewali ukryte zraszacze, inni — nagły, punktowy deszczyk. Z czasem wzór stał się oczywisty: źródłem były cykady przyczepione do gałęzi nad głowami.

Nagrania z tym zjawiskiem szybko obiegły media społecznościowe. Reakcje wahały się od rozbawienia po lekkie obrzydzenie, lecz wnioski trudno było podważyć: w Australii to, co przypomina deszcz, nie zawsze spada z chmur. Gdy zna się przyczynę, zagadka z irytującej zamienia się w dziwnie fascynującą.

Dlaczego akurat teraz?

Sezon cykad w 2024 roku okazał się wyjątkowo intensywny. Naukowcy wskazują na kilka lat sprzyjających warunków — obfite opady i łagodne zimy. Efekt to wysyp cykad, głośniejsze dni, dłuższe chóry i więcej niespodziewanych „pryszniców” pod drzewami.

Aktywność zwykle osiąga szczyt od późnej wiosny do wczesnego lata, mniej więcej od listopada do grudnia. W tym okresie każdy, kto chce pozostać suchy, może dwa razy zastanowić się, zanim przystanie pod zielonym sklepieniem.

Czy to szkodzi?

Nie. Badacze podkreślają, że ciecz wydalana przez cykady jest nieszkodliwa. Nie ma zapachu, nie zostawia plam i szybko odparowuje. To nie brud, a jedynie woda, której owady nie potrafią spożytkować.

Jest nawet drobny plus: dodatkowa wilgoć potrafi lekko zwilżyć powierzchnie drzew i sprawić, że powietrze w pobliżu nie wydaje się tak suche. Dla naukowców to również okazja, by podejrzeć, jak maleńkie organizmy tak sprawnie radzą sobie z ogromnym nadmiarem wody.

Czy to będzie się powtarzać?

Jeśli australijska pogoda nadal będzie sprzyjać cykadom, to całkiem możliwe. Eksperci sugerują, że taki owadzi kapuśniaczek może stać się stałym widokiem w szczycie sezonu.

A więc jeśli latem w Australii poczujesz kilka kropel, nie wpatruj się tylko w niebo — spójrz na gałęzie. Najpewniej to nie przelotny deszcz. To cykady, które po prostu robią swoje.