01:44 25-12-2025

Zakaz całowania na francuskich dworcach: historia, powody i ciekawostki

Dlaczego w 1910 roku Francja zakazała całowania na peronach? Poznaj tło przepisu, jego cel, skutki oraz dzisiejsze strefy pocałunków na dworcach.

Mathieu Kappler, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Każdy, kto żegnał kogoś bliskiego na dworcu, wie, jak trudno oderwać się od ostatniego uścisku. W takich chwilach każda sekunda nabiera wagi. A jednak w 1910 roku Francja uznała, że ten romantyczny rytuał zbyt mocno rozregulowuje ruch: pocałunki na peronach opóźniały odjazdy. W realiach kolejowych rozkład nie wybacza, a minuty mają cenę. Tak narodziła się jedna z bardziej osobliwych reguł epoki — zakaz całowania na stacjach kolejowych.

Na początku XX wieku kolej przeżywała rozkwit. Pociągi przyciągały coraz więcej pasażerów, a sztywne harmonogramy były kluczowe. Czułe pożegnania na peronie stawały się prawdziwym kłopotem. Maszyniści, kierując się zwykłą ludzką empatią, nierzadko czekali, aż pary zakończą emocjonalne sceny. Efekt był łatwy do przewidzenia: odjazdy się przesuwały, a inni podróżni tracili cierpliwość.

Aby ukrócić problem, władze francuskie sięgnęły po radykalny środek: zabroniły całowania na peronach. Chodziło o porządek i o to, by rozkład jazdy trzymał się ram.

Szczegóły egzekwowania tej reguły nie przetrwały w źródłach. Z tego, co wiadomo, wynika, że miała charakter głównie prewencyjny: mało prawdopodobne, by po peronach krążyły specjalne patrole tropiące „winnych”. Bardziej realne, że zakaz pełnił funkcję sygnału — podkreślał prymat porządku publicznego, wyznaczał ton, zamiast stawiać na twarde represje.

Z czasem, wraz z rozwojem technologii i zmianą obyczajów, prawo odeszło w zapomnienie. Dziś rzadko się do niego wraca i — wszystko na to wskazuje — nie jest już stosowane. Zostało po nim wspomnienie: osobliwa próba okiełznania codziennych zachowań.

Mimo to dworcowa romantyka nie zginęła. Niektóre francuskie stacje wyznaczyły tzw. strefy pocałunków — miejsca, w których można się pożegnać bez nerwowej pogoni za czasem. To zgrabny kompromis między dyscypliną rozkładu a potrzebą okazywania uczuć.