05:36 02-12-2025
Cayo Largo na Kubie po huraganach Michelle i Rafale
Reportaż o Cayo Largo na Kubie: skutki huraganów Michelle (2001) i Rafael (2024), odbudowa kurortu, erozja plaż, wpływ na turystykę i bezpieczeństwo podróżnych.
Cayo Largo to jedna z tych wysp, które mogłyby zdobić ekran wygaszacza: turkusowa woda, biały piasek i zero pośpiechu. Ten kubański kurort nigdy nie urósł do rozmiarów turystycznego molocha w stylu Punta Cany — i właśnie to kusi. Ale za pocztówką kryje się twardsza historia: wyspa nie raz przyjęła na siebie uderzenie potężnych huraganów.
Co dzieje się z takim miejscem, gdy wiatr i fale uderzają z brutalną siłą? Jak zbiera się po tym wszystkim? I czy jest gotowe na kolejny sprawdzian?
Gdy wichura zdziera dachy — huragan Michelle
W 2001 roku huragan o zwodniczo łagodnym imieniu Michelle uderzył w Cayo Largo z całą mocą. Około trzymetrowa fala sztormowa przelała się przez wyspę. Według ONZ w całej Kubie zniszczone zostały dziesiątki tysięcy domów, a wiele regionów straciło dostęp do energii.
Samo Cayo Largo, wąski skrawek lądu, znalazło się w całości pod wodą. Morze pochłonęło wszystko — plaże, hotele, drogi. Przez dłuższą chwilę nie było tu śladu raju.
Rafael: nowy huragan i kolejny egzamin
Ponad dwie dekady później, w listopadzie 2024 roku, wyspa znów znalazła się na trasie żywiołu. Tym razem był to huragan Rafael — mniej niszczący niż Michelle, ale wciąż groźny. Na Cayo Largo wiatr dochodził do niemal 135 kilometrów na godzinę. Szkody były nieuniknione i wyspa po raz kolejny przeszła w tryb odbudowy.
Trwają naprawy i porządkowanie terenu, a równolegle przygotowania do przyjęcia podróżnych. Władze Kuby zapowiadają szybkie ponowne otwarcie Cayo Largo.
Co zostaje po przejściu żywiołu
Przy huraganach najczęściej myśli się o zniszczonych budynkach. Na wyspach takich jak Cayo Largo skutki są jednak znacznie szersze.
Po pierwsze, cios przyjmuje przyroda: plaże ulegają erozji, niszczone są namorzyny, cierpią rafy koralowe. Po drugie, infrastruktura pęka w szwach — drogi, linie energetyczne, hotele — co zamraża funkcjonowanie kurortu. Po trzecie, turystyka się zatrzymuje: goście nie przyjeżdżają, hotele stoją puste, a lokalne dochody wysychają.
Po Michelle ten scenariusz już się wydarzył. Po Rafale powtarza się właśnie teraz. Wyspa się odbudowuje, lecz nikt nie powie, jak długo potrwa powrót do formy.
Dlaczego to ważne, nawet jeśli tam nie jedziesz
Cayo Largo to nie tylko miejsce na urlop. To przykład, jak natura potrafi przepisać zasady dla całego regionu.
Na wyspie nie ma stałych mieszkańców — są wyłącznie pracownicy i turyści. Dlatego podczas huraganu margines bezpieczeństwa jest minimalny: mało ludzi, ograniczone zasoby. Wiele rzeczy trzeba uruchamiać od zera. To czyni Cayo Largo szczególnie podatnym.
Coraz częściej kurorty tropikalne trafiają na ścieżki huraganów. Możliwe, że takie ciosy staną się rutyną. Jeśli tak, wyspy będą musiały się dostosować — budować odporniej i być gotowe do ewakuacji w każdej chwili. Brzmi to trzeźwiąco, ale właśnie taki wniosek nasuwa się po ostatnich doświadczeniach.
Zakończenie
Cayo Largo jest bez wątpienia piękne, lecz pod spokojną powierzchnią kryją się poważne próby. Huragany uderzyły w wyspę mocno w 2001 roku i ponownie w 2024. Za każdym razem udawało się przetrwać — za wysoką cenę.
Historia Cayo Largo przypomina o nieprzewidywalności natury. Nawet jeśli nigdy nie postawisz tam stopy, los wyspy zostawia myśl, która zostaje na dłużej: raj to nie tylko uroda, to także wola przetrwania.