05:37 01-12-2025

Jak Kioto zarządza ruchem turystycznym i transportem

Poznaj strategię Kioto: Miasto dla Pieszych, autobusy Tourist Express, bilet metro+bus, rowery i park&ride. Jak miasto ogranicza korki i tłumy turystów.

By DimiTalen - Own work, CC0, Link

Kioto to coś więcej niż pocztówkowe miasto świątyń i cichych zaułków. To jeden z najczęściej odwiedzanych kierunków w Japonii, co roku goszczący miliony. Przed pandemią przyjazdów było nawet 43 miliony rocznie, a tłumy znów rosną. W wielu miejscach takie liczby paraliżują ulice i zamieniają ruch w pełzanie. Kioto opowiada jednak inną historię: miasto nie dusi się od samochodów ani od korków. Jak udaje się to osiągnąć? To rzadki widok przy takiej skali odwiedzin.

Piesi na pierwszym miejscu

Władze miasta uznały, że najlepiej poruszać się pieszo. Kilka lat temu uruchomiły program o nazwie Miasto dla Pieszych. Celem jest ułatwienie poruszania się po mieście i ograniczenie korzystania z samochodów. Usprawniane jest oznakowanie, powstają nowe chodniki, a strefy bez ruchu samochodowego się rozszerzają. Kierunek wydaje się oczywisty, a jednak niewiele miast realizuje go konsekwentnie.

Goście i mieszkańcy poruszają się różnymi trasami

Aby codzienne życie mieszkańców toczyło się bez zakłóceń, Kioto uruchamia w weekendy i święta specjalne autobusy Tourist Express. Przewożą turystów między najważniejszymi atrakcjami i nie wchodzą w drogę zwykłym liniom, z których korzystają mieszkańcy. To sprytne rozdzielenie strumieni i mniej punktów tarcia.

Działa też system prognozowania, który na podstawie danych z telefonów komórkowych i prognoz pogody wskazuje miejsca potencjalnych zatorów. Dzięki temu łatwiej wybrać spokojniejszą porę albo mniej oblegany cel wyjścia.

Mniej autobusów, więcej metra

Autobusy były najsłabszym ogniwem. Miejscowym szczególnie trudno było dojechać do pracy, gdy pojazdy zapełniali turyści. Dlatego miasto zrezygnowało z popularnych biletów wyłącznie na autobusy i wprowadziło bilet łączony na metro i autobusy. Taki bodziec kieruje część pasażerów pod ziemię i odciąża linie autobusowe. Delikatny impuls działa tu lepiej niż twarde zakazy.

Urzędnicy rozważają też korektę cen: bilety dla turystów mogłyby być nieco droższe niż dla mieszkańców. Na razie to jedynie propozycja, ale w przyszłości może pomóc wyrównać popyt.

W grze są też rowery

Po Kioto jeździ się na rowerze bez trudu. Wypożyczalnie są powszechnie dostępne, a chętnych do pedałowania przybywa. Miasto rozwija też system parkuj i przesiądź się: kierowcy zostawiają auta na wyznaczonych parkingach i jadą dalej autobusem, metrem lub rowerem. Prostota bywa tu atutem.

Wyzwań nie brakuje

Oczywiście, to nie ideał. Miastu brakuje kierowców i taboru, by nadążyć za rosnącym popytem, a w godzinach szczytu mieszkańcom wciąż bywa trudno wsiąść do autobusu. Gości może też rozczarować koniec tanich biletów wyłącznie na autobusy, które obniżały koszt podróży. To cena popularności.

Kioto idzie własną drogą

Wnioski Kioto są proste: jeśli nie zarządzać ruchem turystycznym, tracą wszyscy. Dlatego miasto wciąż testuje pomysły, koryguje kurs i szuka rozwiązań. Chce zachować swój charakter, zamiast zmieniać się w pułapkę na turystów, i pozostać wygodne zarówno dla gości, jak i dla mieszkańców. Postawienie na pieszych zamiast na zderzaki brzmi banalnie, ale to ciche, ambitne założenie — i jak dotąd wygląda na to, że działa.