05:31 30-11-2025
Uwaga na leczenie za granicą: ubezpieczenie nie zawsze pomoże
Leczenie za granicą bywa pułapką: drogie, nieuczciwe kliniki i problemy z ubezpieczeniem. Dowiedz się, jak wybrać placówkę i uniknąć wysokich kosztów.
Wielu podróżnych zakłada, że jeśli na urlopie dopadnie ich choroba, ubezpieczenie uratuje sytuację. Rzeczywistość bywa jednak bardziej skomplikowana. Leczenie za granicą potrafi zmienić się w kosztowną niespodziankę, zwłaszcza w popularnych kierunkach takich jak Egipt, Meksyk czy Tajlandia.
Gdy priorytetem staje się rachunek, nie pacjent
Strefy kurortowe są pełne prywatnych klinik i nie wszystkie grają uczciwie. Część z nich celowo zleca zbędne badania i zabiegi, by napompować rachunek. Inne po prostu windują ceny kilkukrotnie. Zdarzył się choćby przypadek w Meksyku, gdy turystę obciążono kwotą kilku tysięcy dolarów za leczenie, które w jego kraju kosztowałoby mniej więcej jedną trzecią tej sumy.
Jak działa ten scenariusz
Zaczyna się niewinnie: podróżny źle się czuje i prosi hotel o pomoc. Personel poleca „sprawdzonego” lekarza lub klinikę. Czasem medyk przychodzi do pokoju, innym razem gościa zawozi się do ośrodka. Potem już wszystko toczy się według dobrze znanego schematu: badania, kroplówki, tabletki, rozpoznania — wszystko przedstawione jako pilne i niezbędne.
Przy rozliczeniu pojawia się niespodzianka: pada informacja, że ubezpieczenie nie obowiązuje albo nie jest akceptowane. Pacjent ma zapłacić z własnej kieszeni, gotówką lub kartą. Brakuje sił na spór, więc zdezorientowany turysta płaci, by jak najszybciej mieć to za sobą.
Kto na tym zarabia
To nie są pojedyncze wpadki, lecz wyuczone układy. W grę wchodzą często pracownicy hoteli, taksówkarze i lekarze. Kliniki potrafią płacić prowizje za każdego przyprowadzonego pacjenta, więc „życzliwa” podpowiedź wcale nie musi być bezinteresowna.
Polisa na papierze, mało pożytku w praktyce
Sama polisa nie gwarantuje ochrony. Nawet solidne ubezpieczenie niewiele da, jeśli trafimy do placówki, która nie współpracuje z naszym ubezpieczycielem. Zdarza się też, że w renomowanych ośrodkach słyszymy o „awarii systemu” albo braku kontaktu z firmą ubezpieczeniową. Efekt bywa ten sam: wysoki rachunek, z którym podróżny zostaje sam.
Jak nie wpaść w tę pułapkę
— Sprawdź u ubezpieczyciela z wyprzedzeniem, z jakimi klinikami współpracuje w miejscu docelowym.
— Zapisz numer telefonu do centrum assistance ubezpieczyciela.
— Nie zgadzaj się na wizytę w nieznanej klinice bez potwierdzenia ze strony ubezpieczyciela.
— Poproś o dokumenty po rosyjsku lub po angielsku przed podpisaniem czegokolwiek.
— Zachowuj wszystkie paragony i dokumenty — będą kluczowe przy kwestionowaniu opłat.
— Jeśli coś idzie nie tak, natychmiast skontaktuj się z ubezpieczycielem. W złożonych sytuacjach zwróć się do ambasady lub konsulatu po wskazówki co do kolejnych kroków.
Czy coś się zmieni?
Problem jest znany i opisywany w mediach, a mimo to w turystycznych hotspotach nadal działają nieuczciwe placówki. Szybkiej rewolucji raczej nie będzie, więc najbardziej rozsądne jest uważne przygotowanie i trzymanie ręki na pulsie.
Ubezpieczenie to narzędzie, a nie czarodziejska różdżka. Działa wtedy, gdy korzystamy z niego świadomie. W obcym systemie ochrony zdrowia ostrożność bywa najlepszym antidotum — czasem nawet biały kitel przykrywa bardziej zainteresowanie przychodem niż powrotem do zdrowia.